Wszystkie »

  • Wpisów: 86
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis: 46 dni temu, 23:58
  • Licznik odwiedzin: 11 001 / 1230 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
rouen
 
My little Romanian back to home. Przyznaję, ponieważ dobrze wiem, że w tej chwili przesadzam z okazywaniem swojego przywiązania. Jestem niesamowicie uczuciowa, a słyszałam też, że kobiety szybciej się przywiązują niż mężczyźni, zwłaszcza po seksie. Ma to coś wspólnego z oksytocyną, hormonem wydzielanym przez kobiety przy skurczach macicy. Ale sama nie wiem mimo, że było bara bara z VS, to wcale nie było finishu z mojej strony. Nie mówię, że mi nie brakowało, ale na pewno w tej materii nie jesteśmy od facetów uzależnione... Tak więc, nie do końca rozumiem ten fakt, że jak go widzę, to serce zaczyna mi pikać trochę mocniej. Jak by go opisać? Niski brunet, niezbyt szczupły, niezbyt umięśniony, myślę, że większość to tkanka tłuszczowa, brązowe (chyba!) oczy, niezbyt urodziwy jednym słowem. Charakter? Tu już więcej plusów: zabawny, inteligentny poliglota, otwarty, troskliwy, choć egoistyczny, a poza tym PIEPRZONA PRIMABALERINA! Za dużo pali zioła, więc przez to też w niezbyt dobrej kondycji. So opposite to myself. And his worst feature that he's leaving to Romania tomorrow, for good this time.
  • awatar maddam<3: jeżeli tu piszesz, to znaczy, że faktycznie coś jest na rzeczy
Pokaż wszystkie (1) ›
 

rouen
 
Mr V.S. mój związek 'najbardziej'. Najbardziej wszystko. Jedyny facet, który wzbudził we mnie wątpliwości.
 

rouen
 
Dawno nie pisałam... wydawało mi się, że jest to swojego rodzaju pamiętnik, w którym powinnam pisać o tym co lubię, czego pragnę, co przeżywam każdego dnia, bez którego mogę się obejść. Prawda jest jednak troszkę bardziej skomplikowana. Odczuwam pewną potrzebę zapisania swoich myśli. Czasem mam wrażenie, że jeżeli czegoś nie zapiszę, to tego nie ma, albo zaraz zapomnę. Przeszło mi przez myśl, że zacznę się uwsteczniać jak mawiała moja anglistka. Pewnie tak jest. Odkąd skończyłam studia stałam się mniej elokwentna, chociaż nie oznacza to, że głupsza. Mogę to wytłumaczyć tym, że na studiach musiało się dużo pisać, uczyć, wkuwać. Im więcej pisałam, im więcej wkuwałam, tym pewniej czułam się w towarzystwie. Jednak z każdym dniem maleje moje ego, a idaho jest moim własnym światem, gdzie mogę wykrzyczeć przemilczane w rzeczywistości rzeczy. Świat, w którym mogę być wariatką jaką tylko mam ochotę. Czy faktycznie jest tak, że trzeba być zawsze miłym dla każdego, chować swojego egoistę w kieszeni i słuchać tylko innych pozwalając, żeby własne emocje były schowane głęboko pod skórę? Czy jeżeli komuś się to nie będzie podobało, to upomni się o swoje? Czy Czy jeżeli nie umiem grać w siatkówkę, to znaczy że nie powinnam stać na boisku skoro chcę się na nim znaleźć i próbować? Często zastanawiałam się nad wartością rzeczy, kiedy doszłam do wniosku, że jeżeli miałabym tworzyć kolaż ze swojego życia, to co by na nim było? Czy umieściłabym na nim ludzi, czy więcej było by przedmiotów. Pracując tam gdzie pracuję widzę, że dla ludzi najważniejsze są pieniądze. Myślą, że skoro mają pieniądze, to znaczy, że są od kogoś lepsi, więcej warci. Gdzieś słyszałam historię o pewnym profesorze, który zaczął wykład o pytania:
-Kto chce dostać ode mnie banknot 10-cio $?
Wszyscy studenci podnieśli ręce.
-A jeżeli pogniotę ten banknot?
Nadal wszyscy mieli podniesione ręce.
-A jeżeli go pogniotę i zdepczę, nadal będziecie go pragnąć?
Wszyscy mieli podniesione ręce.
-A więc pomimo tego, że go zgniotłem i podeptałem nie stracił dla was wartości. Podobnie jest z człowiekiem. Nie ważne jak bardzo będzie zszargany, człowieka wartość nigdy się nie zmieni.
Ale ludzi ocenia się po tym, jak traktują innych. Znam wybitną panią prawnik. Jest przeuroczą osobą. Znam również pewnego architekta, jednak jego powierzchowność jest bura. Znałam go, ponieważ kilka razy przyszedł do nas albo po kopertę, albo wysłać fax, był nawet na wielkanocnym obiedzie u mnie w pracy. Jednak kiedy mijałam go na korytarzu, nie otrzymałam zwrotnego pozdrowienia. Jakbym swoje "dzień dobry" rzuciła w eter...
 

rouen
 
W życiu tak bywa, że czasami trudno się oprzeć temu co zakazane. Z jednej strony stoi sumienie i lojalność, a z drugiej pokusa nie do oparcia. W moim przypadku z jednej strony stoi sumienie i lojalność, ale z drugiej strony pragnienie szczęścia. Czy lojalność i pewność, że druga osoba nas nie zawiedzie powinny wygrać z nadzieją na prawdziwe szczęście? Nawet jeśli to szczęście nie daje żadnej gwarancji na szczęśliwą przyszłość? Czy nie zasługuję na odrobinę nadziei, tylko powinnam się kierować rozsądkiem, nawet pomimo tego, że ta druga osoba doprowadza mnie do szału? Faktycznie, życie to pasmo cholernie trudnych wyborów.
 

rouen
 
Zaprzeczenie nie jest ciągiem kłamstw, tylko cholernym ocaleniem!
 

rouen
 
Na warszawskiej starówce nie trudno o romantyczne i piękne miejsca. Spacerowaliśmy z ukochanym zachwyceni magią brukowanych uliczek . Była wczesna wiosna, ale już pojawiały się pierwsze kwiaty na drzewach. Pojedyncze chmury odbijały blask zachodzącego słońca. Zbliżyliśmy się do skarpy przy bazylice Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, a to co ujrzeliśmy zaparło nam dech w piersiach. Z tego miejsca widać było zgiełk miasta, szybko mknące samochody, lecz my widzieliśmy tylko ferie barw kołysanych przez prądy Wisły i soczystą zieleń trawy na zboczu. W dole spokojnie spacerowali ludzie, wokoło delikatny szum liści drzew a za nami skradający się mrok- cienie kamienic i wysokich murów. Spojrzeliśmy sobie w oczy wyrażające zachwyt i podniecenie, chociaż nie widziałam, że wydarzy się coś tak ekscytującego, że zapomnę o wszystkim dookoła. Nie pamiętam w której chwili, ani jak, ale chwilę później namiętność połączyła nasze usta. Jego usta wpasowały się do moich idealnie. Długo i z pasją pieścił mój język swoim. Ten pocałunek, namiętny i ciepły, pomimo swojej wyjątkowości, był całkowicie na miejscu. Po prostu idealny. W tamtej chwili nie mógł się wydarzyć i dzięki tej mknącej chwili poczułam, że właśnie przeżyłam swój prawdziwy, pierwszy pocałunek. Podobne chwile można zatrzymać wyłącznie w wspomnieniach tym bardziej, że uczucie trwało krócej niż pamięć tej chwili.
 

rouen
 
Leżę w łóżku i nie chcę kłaść się spać. Postanowiłam wzbogacić bloga o kolejny dzisiaj wpis. Otóż w piątek idę oddać krew:)
  • awatar maddam<3: bardzo ładnie! u mnie w szkole są zbiórki, w przyszłym roku sama oddam.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

rouen
 
Sny muszą być jednak przeciwieństwem tego, co ma się wydarzyć. Jednak rozmiar mojej pupy pozostanie taki sam:) idę do gymnasionu lada dzień. Od teraz będę miała więcej czasu na wszystko. Pójdę na szkolenia, skończę normalnie bhp, będę więcej fotografowała, kucharzyła włoskie przysmaki. Odeszłam z pracy. Mówiąc krótko. Bardzo się cieszę:) Teraz pozostaje szukać innej pracy.
 

rouen
 
Mam nadzieję, że sny jednak nie są wskazówką na przyszłość albo ostrzeżeniem, ale odzwierciedleniem naszych emocji, bądź obaw, ponieważ śniło mis się, że mam ogrooomną pupę. Dupsko. Meeega uda. Udziska.
  • awatar maddam<3: ja mam, pociesz się ^^ Tzn. może nie ogromną, ale jednak....-.-
Pokaż wszystkie (1) ›
 

rouen
 
Od dzisiaj każdą notkę będę sygnować Master:)

Ten zaszczytny tytuł mam od środy a nadal śnią mi się koszmary: nie możemy pani dopuścić do egzaminu dyplomowego, ponieważ nadal nie zaliczyła pani jednego egzaminu.
Ponoć znajomej mojej znajomej nadal się śnią tego typu koszmary. A od czasu obrony minęło już z 7 dobrych lat.

Wczoraj doszłam do wniosku, że Polska Złota Jesień i do tego piękna, zobowiązuje. Udaliśmy się więc na wycieczkę pieszą na Wyścigi na Służewiec.
Pamiętam jak byłam mała chodziłam tam każdej jesieni z rodzicami zbierać żołędzie do zapałkowo- żołędziowej armii super żołnierzy:)
Muszę przyznać, że od tamtych czasów praktycznie nic się nie zmieniło. Powiem więcej, Wyścigi to wehikuł czasu do PRLu. Pomimo, że wiele elementów infrastruktury zostało zapomnianych, to nadal jest pięknie. Teraz właśnie rozpoczęły się gonitwy. Na pewno jest na co popatrzeć:)